Budowa Kościoła

Okres II wojny światowej 1939r. do 1945r.

"Po bezkrwawym zajęciu Austrii i Czech przez wojska III Rzeszy przyszła kolej na Polskę. W dniu 1 września 1939 roku wkroczyły one w granice Rzeczypospolitej i zajęły ją w trzech tygodniach. W drugą wschodnią połowę Polski weszły wojska rosyjskie. Armia nasza nie była należycie przygotowana do wojny choć inaczej się głosiło. Narzekaliśmy więc, że stosunkowo tak łatwo rozpanoszył się u nas Niemiec.

Bardzo był przykry widok rozbitych wojsk polskich uciekających wszystkimi drogami na wschód bez żywności, bez komendy. Wielu żołnierzy porzucało broń, uciekało, a nad nami unosiły się samoloty niemieckie, badające sytuację. W Dołędze, Pojawiu, Zaborowie i w lesie jadownickim postawiono polskie armaty na znak, że będzie tu bitwa. Baliśmy się, chowali co się dało, dużo parafian przystąpiło do spowiedzi i komunii św. aby się zabezpieczyć wobec grozy śmierci. Armaty wkrótce wycofano dalej. Strzały za Wisłą i koło Tarnowa świadczyły że tam już jest nieprzyjaciel, a łuny widziane wieczorami za Wisłą, za lasem paliła się Nieciecza i Biskupice - przerażały nas. Gościńcem prowadzącym od Szczurowej do Wietrzychowic prócz uciekających żołnierzy polskich przechodzili cywilni uciekinierzy z kresów zachodnich i kierowali się na Szczucin, Sandomierz i jeszcze dalej. Widać było księży, zakonników i zakonnice, starców, rodziców i dzieci, górali, Ślązaków i Krakowian zmieszanych z żołnierzami widzących ratunek w ucieczce. Po co uciekali? W drodze dużo stracili niektórzy i życie z wyczerpania lub od kulek niemieckich. Po drodze musieliśmy ich kwaterować. Gorzej było, gdy znowu wszystkimi drogami wracali uciekinierzy, wyczerpani ze zapasów żywnościowych. Caritas miejscowy zorganizował na czas największego nawrotu w ciągu czterech dni w szkole miejscowej kuchnię, do której ze Zaborowa, Pojawia i Kwikowa znoszono bezpłatnie ziemniaki, chleb, słoninę, mleko. Ślązacy dostarczyli kawy. Powracających zatrzymywano na ciepły posiłek tj. zupę ziemniaczaną, kawę, mleko z chlebem. Wracali do domu i rozbrojeni żołnierze szczęśliwi że ich nie wzięto do niewoli. Na 28 ze Zaborowa zaledwie 6 - ściu nie wróciło, gdyż dostało się do niewoli albo uciekło do Rumunii, o jednym tylko wieść zaginęła i jak stwierdzono zginą od bomby tj. Stanisław Sobota pozostawiając żonę i pięcioro dzieci sierotami”.

Ponieważ chłopcy z Pojawia i Dołęgi strzelali sobie wieczorami na skutek czyjegoś donosu zjechała w wielkiej ilości 14 listopada 1939 roku na autach policja niemiecka z Tarnowa i zrewidowała całe Pojawie i część Dołęgi. Skutek był ten, że Niemcy w polu zastrzelili Jana Mizerę tzw. pszeniczkę nr 44 liczącego lat 19, który dawniej wraz z innymi wspólnikami zabił śpiącego w stodole Franciszka Gofrona liczącego lat 29 za co był więziony i wypuszczony z piętnem na ręce, rozpoznanym przez Niemców. Wywieziono gospodarza Józefa Golonkę za to że znaleziono u niego zepsuty telefon polny. Jana Mikę gospodarza który mając dotąd prawo polowania posiadał strzelbę, leśnego z Dołęgi za strzelbę, Stanisława Srakółę za to że miał ubranie wojskowe i kilka kulek karabinowych. Najprawdopodobniej wszystkich zastrzelono w niewiadomym miejscu. Powstał popłoch wszelką broń nakazano oddać pod karą śmierci za pośrednictwem sołtysów na policję w Brzesku.

Sołtysami byli w czasie wojny: w Zaborowi Stanisław Wodka, w Pojawiu Franciszek Garlicki, w Dołędze Jan Janowski, w Kwikowie Józef Sulma.

Do Zaborowa i Dołęgi przyjechało wojsko niemieckie z początkiem maja 1941 roku a kwaterowało do 6 czerwca. Żołnierzy było około 100, zajęli dom ludowy, dwór, plebanię, szkołę i po izbie u niektórych gospodarzy dla oficerów. We dworze stało ze 40 aut różnego gatunku w stodołach, podwórzu i ogrodzie, na mieszkanie zajęto parę izb. W szkole w jednej klasie było złożona broń w drugiej była nauka. Na plebanii zajęte były trzy izby południowo - wschodnie, w kancelarii była „apteka” dokąd codziennie dochodził lekarz. Środkowa izba było przeznaczona dla chorych. Razem był to miejscowy „Czerwony krzyż”

Na ogół żołnierze zachowywali się spokojnie względem tutejszej ludności. W niedzielę grywali w siatkówkę. Na nasze nabożeństwa żaden z nich nie przyszedł. Popijali piwo i wódkę w sklepach o szyldach polsko - niemieckich, kupowali jajka i masło, by uzupełnić swój kiepski wikt. Za nadużycia kilku z nich siedziało w areszcie w remizie, a w Dołędze w komorze u żyda. Szkód drobniejszych nie dało się uniknąć. Ludzie tutejsi przyzwyczaili się do Niemców na szczęście lepszego pokroju, nawet konie do aut.

Nauka w szkołach powszechnych zaczęła się 16 października 1939 roku, uczyło dotychczasowe nauczycielstwo. Zatwierdzeni nauczyciele musieli złożyć przyrzeczenie lojalności a kierownictwo załatwiać sprawy urzędowe w języku niemieckim. Uczono wszystkich przedmiotów po Polsku, ale bez historii i geografii politycznej, a książki i obrazy historyczne usunięto. Nauka trwała przez cały czas przez wojnę z przerwami z powodu zajęcia klas przez wojsko lub braku opału.

Nabożeństwa w kościele odbywały się bez przerwy jak za dobrych czasów z tym ograniczeniem od 1941 roku, że święta przenoszono na niedzielę. Najsurowiej zakazano obchodzić 3 maja i 11 listopada. Zabroniono śpiewać „Boże coś Polskę” i „Serdeczna Matko”. W zimie 1942 r. kazano zamknąć kościoły na okres kilku miesięczny z powodu zagrażającego tyfusu. Nabożeństwa i tak się odbywały przy zamkniętych drzwiach i garstce wiernych. Zapowiedzi głoszono na kartkach przybitych na drzwiach zewnętrznych kościoła.

Kilkunastu parafian wyznaczono do pracy w Niemczech a inni mieszkańcy często przymusowo pracowali przy okopach nad Dunajcem. We wrześniu 1941roku kazano odstawić dwa dzwony kościelne do Okocimia.

Miejscowi chłopi przez cały okres wojny zmuszeni byli oddawać tzw. kontyngent żywnościowy - zboża, ziemniaki, krowy, nierogaciznę, siano, proso i łubin. Prócz zapłaty minimalnej za kontyngent otrzymywaliśmy od 1943 roku tzw. punkta (znaczki), za które mogliśmy kupić po cenach maksymalnych naftę, skórę, żelazo, odzież oraz papierosy, mydło, szkło a w drugiej połowie 1944 roku nic.

W lipcu 1944 roku było w Niemczech ze Zaborowa 59 osób, z Pojawia 69, z Dołęgi 60, z Kwikowa 15 i Księżyny 7 razem z parafii 210 osób nie licząc tych, którzy przed wojną dobrowolnie wyjechali. Inna nasza bolączka: oto w roku 1941 powołano rocznik 1920 chłopców, w 1942 - 1922 rocznik a w 1943 roczniki 1921, 1923, 1924 na junaków na 7 miesięczne roboty w generałgubernatorstwie. Junaków głodzono a kazano im ciężko pracować przy melioracjach dworskich, wałach, gościeńcach, na kolei i przy budowlach. Zrobiono z junaków niewolników jak zresztą Niemcy zapowiadali uczynić z Polakami. W 1944 zażądano po kilka osób z każdej gromady do wałów obronnych nad Sanem pod pozorem że Polacy oświadczyli się za walką z komunizmem. Wzięto z naszych stron sołtysa z Pojawia i Woli Przemykowskiej.

Podatki wciąż podwyższano - gruntowy w 1942r. czterokrotnie. Podatki były następujące: gruntowy, drogowy, dochodowy, wyrównawczy, wodny, pogłówny, ogniowy, hektarowy od koni i krów, od numerów i od psów. Umieli urzędnicy wyszukiwać zaległości, działając na korzyść Niemców i swoją. Prawdziwa była to plaga egzekutorów sekwestratorów. Po kilku nieraz równocześnie kręciło się po wsi.

Z końcem lipca 1944 roku zapanowała panika wśród Niemców. Wojsko uciekało na Kraków i dalej, urzędy zniesiono. W tym czasie przybyło i do Zaborowa około 100 żołnierzy niemiecko - ukraińskich z wozami i końmi, rozlokowali się w dworze, domu ludowym, na plebanii i niektórych gospodarzy na przeciąg 6 dni. Ucierpiały płoty plebańskie do których wiązano konie. Żołnierze nie bardzo ich pilnowali, toteż zginęły trzy. W zamian za to Niemcy pojmali 10 tutejszych mężczyzn i 8 koni w zastaw. Dwa jednak konie wróciły z lasu Zaborowskiego, a później stamtąd sprowadzili Niemcy trzeciego zawiadomieni przez pastuszków. Zaraz uwolniono zakładników i chłopskie konie. W miedzy czasie ulotniło się 5 - ciu żołnierzy. Wojska te ruszyły w kierunku Krakowa gdzie w lesie niepołomickim zostały rozbite przez AK (tzw „jędrusiów”).

We wrześniu roku 1944 przyjechali do Zaborowa i naszych okolic pionierzy (budowniczy mostów). Rozlokowali się we dworze, na podwórzu plebańskim i po domach gospodarskich. Zwozili belki od Brzeska i inny sprzęt mostowy, od Górki do Wietrzychowic wybudowali na 5 mostów. Żandarmi niemieccy konwojowali robotników do pracy przy budowie mostów na Wiśle i Dunajcu a uchylających się od tej pracy zostawiano w obozie (łagrach) w Miechowicach by ich mieć pod czujnym okiem. Na „wielkim polu” wybudowano 20 bunkrów, a z drugiej strony wsi na „kamieńcu”.

16 stycznia 1944 roku przejeżdżała przez Zaborów artyleria niemiecka. Wojsko jechało i jechało dniami i nocami, rabując co się dało. W Zaborowie żołnierze do tego wyznaczeni ukradli 38 koni, w Pojawiu 28, w Dołędze 22 prócz tego wozy, uprząż, nieco krów, drobiu, okrycia i zboża. Kto się spostrzegł uciekał z końmi do lasu. Wojska rosyjskie przesuwały się dość szybko bo około 200 km w ciągu 10 dni. Słychać było strzały armat za Wisłą, dźwięczały szyby. Myśmy ocaleli, Bogu niech będą dzięki.

Wojska rosyjskie przez Zaborów nie przejeżdżały. Za lasem jednak Rosjanie na łąkach urządziły sobie na przeciąg kilku tygodni tymczasowo 2 lotniska. Widywaliśmy lotników w Pojawiu i Zaborowiu. Do równanie ziemi, ugniatania śniegu, noszenia bomb jeździli stąd ludzie ale przymusu nie było. Wrażenie co do zachowania się sowietów odebraliśmy dobre, ale tylko z początku."

Budowa nowego Kościoła - sierpień 1948r. - lipiec 1951r.

"Dopiero po II wojnie światowej, kiedy już stanął i był gotowy do użytku dom ludowy, nadszedł czas budowy nowego Kościoła. Plany wykonał profesor politechniki wrocławskiej inżynier architekt Zdzisław Kupiec z Krakowa. Urząd wojewódzki krakowski pismem z dnia 4 VI 1948r. Zatwierdził i udzielił zezwolenia na wykonanie budowy. Urząd Konserwatorski w Krakowie polecił zostawić drewnianą dzwonnicę na zabytek, Kuria Biskupia w Tarnowie dała swój placet.

Kierownikiem budowy był inżynier Józef Merenda z Krakowa, a majstrem Michał Kądziołka z Jadownik Podgórnych, który dobierał sobie z wioski rodzinnej murarzy. Trzeba przyznać, że plan był dobry, oryginalny, że majster budowy znakomicie wywiązywał się z wykonania planu, że kierownik budowy czasem przyjeżdżając z Krakowa dawał dobre instrukcje i dzielnie dopomagał komitetowi w dostarczeniu niezbędnego materiału, o który było bardzo trudno z powodu odbudowy Warszawy, miast i wsi polskich zniszczonych wojną. Komitet budowy kościoła przynajmniej raz na tydzień odbywał posiedzenia i po wioskach skutecznie agitował za składkami pieniężnymi i bezpłatnymi siłami roboczymi. Do tegoż Komitetu należał proboszcz Ks. Michał Dąbrowski, dalej najpracowitszy i zupełnie oddany budowie najpierw zastępca, później przewodniczący Stanisław Wodka ze Zaborowa, skarbnik Józef Cierniak ze Zaborowa, sekretarz najpierw Jan Płachno z Dołęgi, a po jego ustąpieniu z powodu choroby Stanisław Pawlik z Pojawia, do tego członkowie:
  • Z Zaborowa: sołtys Stanisław Antosz, Paweł Wojnicki, Franciszek Majka, Józef Boroń,
  • Z Pojawia: sołtys Stanisław Mika, Jan Mika, Józef Lupa, Franciszek Garlicki,
  • Z Dołęgi: sołtys Franciszek Pacyna, Jan Paździora, Jan Płachno, Franciszek Sobota, Tomasz Czuj,
  • Z Kwikowa: sołtys Jan Walczak, Paweł Tabor, Jan Sulma, Antoni Giza,
  • Z Księżych Kopaczy: Franciszek Caban.
Parafianie na mocy uchwały Walnego Zebrania składali w 1948r. Po 500 zł z morga, w r. 1949 po 1000 zł, w r. 1950 po 500 zł. Na ogół wywiązywali się z datków, pomocy przy budowie, przy zwózkach konnych i przy cegielni z postępem dobrym. Większość bardzo pięknie, z poświęceniem wywiązywała się z nałożonego zadania. Fundusze czerpano prócz tego z dość obfitych składek kościelnych w I niedzielę każdego miesiąca, z imprez, z licytacji sprzedaży materiałów ze starego kościoła, z trzasek, z 7 morgów pola zapisanego w ostatnim rozporządzeniu na budowę Kościoła. Wielką pomocą była urządzona na plebańskim „Wielkim Polu” cegielnia z 4 szopami, ujeżdżalnią i piecem dwukomorowym na 50 tysięcy sztuk do jednej komory. Maszynę do wyrabiania cegły surówki przy pomocy dwóch par koni zrobił Paweł Wojnicki z Zaborowa, piec wystawił Józef Kuczek z Jadownik Podgórskich i nauczył niektórych parafian wypalać cegłę. Cegły wypalono w r. 1948 - 350 tysięcy sztuk, w r.1949 - 400 tysięcy, w r. 1950 - 500 tysięcy. Część cegły zużyto do budowy kościoła, tak że na kościół z wieżą weszło 750 tyś. sztuk.

Budowa była rekordowa. Zaczęto bić fundamenta w sierpniu 1948r. Wokół starego kościoła, wzniesiono część murów prezbiterium tak, że 19 września tegoż roku odbyło się poświęcenie kamienia węgielnego, którego dokonał Ks. Prałat Dr. Julian Piskorz z Tarnowa. Dziekan z Radłowa Ks. Wojciech Kornas odprawił sumę na dziedzińcu kościelnym przy południowej ścianie drewnianego kościółka, a kazanie wygłosił O. Benigny Antosz, Franciszkanin z Krakowa, pochodzący z Kwikowa. Naturalnie w kamień węgielny na wysokości jednego metra w północnej ścianie prezbiterium koła rogu po stronie Ewangelii wmurowano tradycyjnie puszkę grubą szklaną z napisanym na pergaminie aktem poświecenia, kilkunastu sztukami polskich srebrnych monet i pozłacanym owalnym wotum sercowym.

W miarę dalszej budowy rozbierano częściowo drewniany Kościółek, najdłużej zachowało się prezbiterium z częścią dachu i tu jeszcze odprawiały się nabożeństwa. Następnie nabożeństwa odprawiano w nowej zakrystii, a już w r. 1950 w nowym prezbiterium, gdyż kościół nowy był pod dachem od jesieni.

Pożegnanie starego kościółka odbyło się w niedzielę 10 lipca 1949r. Przed sumą odbyła się akademia na wzniesionym podium koło południowej ściany kościoła, na którą złożyły się chórowe pieśni, muzyka zaborowska, werbel, przemówienia proboszcza, przedstawicieli czterech stanów i dzieci z ochronki. Imieniem mężczyzn przemawiał sołtys Zaborowski Stanisław Antosz, kobiet Maria Latuszkowa wdowa z Kwikowa, dziewcząt Józefa Majkówna z Zaborowa, młodzieńców Władysław Boroń z Zaborowa. Wzruszenia były podwójne, mianowicie z powodu pożegnania, a drugie radości ze względu na dość wysoko posunięte mury nowego Kościoła.

Dnia 14 sierpnia 1949r. Urządzili parafianie proboszczowi z okazji 25 lecia tutejszego proboszczowania (Ks. Michał Dąbrowski)uroczystość jubileuszową celem osiągnięcia nowych przychodów na kościół. Największy dochód uzyskano podczas odpustu 2 lipca 1950r. Ponieważ rok ten był jubileuszowym, wiec przybyła znaczna ilość wiernych z sąsiednich parafii celem uzyskania odpustu jubileuszowego tak, że Kościół i dziedziniec kościelny był pełen wiernych. Chwalono nowy oryginalny kościół, 4 dębowe drzwi do zakrystii i skarbca, 8 nowych witrażów w prezbiterium, dziwiono się, że w krótkim stosunkowo czasie wystawiono kościół. A choć jeszcze nie wprawiono reszty dębowych drzwi, choć brakowało reszty okien, nie było posadzki i nie całe wnętrze było tynkowane, choć brakowało wieży, to jednak przypuszczano, że parafia tutejsza przed zimą wykończy Kościół.

To tez można stwierdzić, że rok 1950 jest rokiem zbudowania Kościoła. Najłatwiejsza była praca przy biciu fundamentów, trudniejsza przy stawianiu murów, jeszcze trudniejsze wyciąganie na dylach rusztowań dachu, który z cieślami parafialnymi na podwórzu plebańskim przygotował Paweł Wojnicki i układanie dachówki, bardzo trudnym było tynkowanie sufitu, odwagi o przytomności wymagało stawianie wieżyczek i wieży. Opisać poszczególne fazy do końca budowy mógłby budowniczy, nie ja, choć wszystkiemu przyglądałem się z podziwem. Trzeba było widzieć, jak parafianie i parafianki musiały dźwigać coraz wyżej Maltę, cegłę, wodę po schodach albo przerzucać łopatami i na 7 piętro mokry szuter z cementem i to bezinteresownie, dla idei, ile potu się wylało, więcej u murarzy, co chwila wołających: „malta chodź, woda chodź, szuter chodź”, atu tak ciężko. Nawet dzieci szkolne w czasie przerw lub przed nauką nosiły cegłę, dachówkę i złożyły pieniężną ofiarę. Parafianie śledzili każdy postęp w pracy, ciekawił ich każdy szczegół. I pomagali. Często trzeba było oderwać się od prac gospodarskich i jąć się koniecznie potrzebnej zwózki materiałów z bliska i z dalsza. Dopiero przy budowie kościoła poznałem, jak z entuzjazmem poświęcała się znaczna część parafii pracom dla dobra świątyni Pańskiej. Pragnęła przyczynić się do większej chwały Bożej i swojej większej niż dotąd wygody w uroczym swoim Kościele. Pamięć, że należą do pokolenia, które postawiło nowy, obszerniejszy kościół była silną pobudką i do poświęceń.

Panu Bogu niech będą dzięki, że nas wspomagał i w dziwny nieraz sposób i zachował od nieszczęść, możliwych przy wielkiej budowie. I Matce Najświętszej, Patronce Kościoła naszego za opiekę."
© 2010 Parafia Zaborów
Wszelkie prawa zastrzeżone.
www.sebastiantkacz.pl, Alarmy, Monitoring, Komputery, Domofony, Wideodomofony, Termianale płatnicze, kasy fiskalne, anteny satelitarne i naziemne, telefon, internet